Relacja z Rajdu Konnego nad Bzurę 2007

Rajd konny szlakiem walk wrześniowych i 7 Pułku Strzelców Konnych Stowarzyszenia Ułanów Grochowskich  im. Gen. Józefa Dwernickiego 9.09.2007 – 14.09.2007   „Bzura 2007”

Rajd konny na tegoroczną rekonstrukcję bitwy nad Bzurą był pomysłem dowódcy stowarzyszenia Michała Wrońskiego (zdjęcie). Przyznać jednak trzeba, że to nie pierwszy taki rajd naszego stowarzyszenia nad Bzurę. Poprzedni odbył się w zeszłym roku. Wtedy to ułani z naszego stowarzyszenia w jeden dzień przebyli odległość z Podkowy Leśnej (gdzie znajduje się nasza stajnia, w której stacjonujemy i zbieramy się w na treningi kawaleryjskie) do Brochowa (niecałe 60 km). W tym roku postanowiliśmy, że rajd konny będzie trwał tydzień i częściowo będzie się pokrywał z drogą, jaką przeszli bojowo podczas obrony Polski we wrześniu, żołnierze 7 Pułk Strzelców Konnych. Po dłuższych pertraktacjach (w związku z tym, że cześć ułanów pracuje a część nie oraz załatwieniu sobie upragnionych urlopów) na rajd konny na Bzurę udało się 6 ułanów (zdjęcie):
dowódca Michał Wroński
ułan Darek Domański
ułan Andrzej Dudziec
ułan Andrzej Gmochowski
ułan Kuba Feluch
ułan Maciej Sekuła

Głównym naszym założeniem było przebycie trasy w takim samym oporządzeniu, jak ułani 2 Pułku (chociaż nie walczył on w tych rejonach), czyli w pełnym oporządzeniu polowym. U koni zamiast siodła sportowego znajdowała się kulbaka wojskowa wz.36 i ogłowie wojskowe wz.36. W sakwach były rzeczy potrzebne do przebycia takiego rajdu zarówno dla konia, jak i dla jeźdźca m.in.: czyszczenie dla koni, dodatkowe kalesony i koszula wojskowa uszyta według wzorów przedwojennych. Umówiliśmy się na spotkanie w naszym miejscu zakwaterowania (Podkowa Leśna – stajnia TKKF „Podkowa”) w niedzielę wieczorem i od razu wzięliśmy się za prace związane z naszym rajdem. Po sprawdzeniu całego oporządzenia i spakowania rzeczy potrzebnych do przerzucenia samochodem do miejsca postoju (dodatkowe derki dla koni i owies oraz rzeczy osobiste i śpiwory) poszliśmy spać.

Pierwszy dzień zaczął się od porannego deszczu. Po oczyszczeniu koni: Furi, Morsa, Plotyna i Dolcze Vity, ich osiodłaniu, założeniu munduru oraz oporządzenia na siebie wyruszyliśmy ze stajni w drogę. Pierwsza część wiodła niestety po drogach asfaltowych Podkowy Leśnej i Brwinowa, (przechodziliśmy konno nawet pod wiaduktem kolejowym!). Ulicą Powstańców Warszawy z Brwinowa dotarliśmy do Domaniewa, skąd skierowaliśmy się do Ołtarzewa. Całość dotychczasowej trasy przeszliśmy stępem, często schodząc z konia i prowadząc go w ręku. Nasze konie były już wcześniej podkute. Po przejściu dosyć ruchliwej drogi poznańskiej skierowaliśmy się ulicą Umiastowską do Wieruchowa, gdzie odbył się dłuższy postój i odpoczynek. Po drodze odwiedziliśmy cmentarz wojenny (zdjęcie) w miejscowości Ołtarzew, gdzie oddaliśmy honory żołnierzom września, którzy zginęli w obronie Ojczyzny. Wraz z oddalaniem się od trasy poznańskiej staraliśmy się iść drogami polnymi lub wręcz polami, gdzie mogliśmy pokłusować i tylko czasem zagalopować. Podczas jednego takiego galopu poprzez ściernisko wyskoczył przed nami zając, więc mogliśmy pogonić w galopie za szarakiem. Po krótkim odpoczynku w Wieruchowie, skierowaliśmy się już w stronę Puszczy Kampinoskiej polną drogą. Dzięki temu mogliśmy poćwiczyć szyki: „po jednemu marsz”, „trójkami marsz”. Zagłębiliśmy się w Puszczę i tylko sobie znanymi drogami doszliśmy przez Stanisławów i Budy do pierwszego miejsca nocowania, a mianowicie do Truskawia, do domu ułana Andrzeja. Po ulokowaniu koni zajęliśmy się naszym noclegiem. Już w pełnym składzie osobowym i po krótkim wspólnym śpiewaniu przy akompaniamencie gitary dobiegł końca pierwszy dzień rajdu (trasa pierwszego dnia –  mapka 1).

W drugim dniu rajdu udaliśmy się do Izabelina, gdzie mieliśmy umówione spotkanie z księdzem kanonikiem Henrykiem Michalakiem (zdjęcie), który wyświęcił naszą sekcję na czas rajdu. Następnym celem naszej podróży tego dnia był Zespół Szkół im. płk S. Królickiego w Izabelinie przy ulicy 3 Maja i spotkanie z jego dyrektorem, panem Antonim Zychem (zdjęcie). Po jego zakończeniu wzdłuż głównej drogi do Warszawy udaliśmy się na cmentarz wojenny w Laskach, gdzie znajdują się kwatery 837 żołnierzy polskich poległych we wrześniu 1939 roku (zdjęcie)(zdjęcie)(zdjęcie)(zdjęcie). Tam znajdują się również kwatery poległych strzelców konnych z 7 PSK i to one były jednym z głównych celów naszej wyprawy tego dnia. W książce Zenona Szacherskiego „Wierni przysiędze” można przeczytać następujący opis przebiegu bitwy. Pełny opis bitwy/potyczki można przeczytać w książce/. Na potrzeby poniższego sprawozdania streściłem opisując swoimi zdaniami poniższe zdarzenia:

„W dniu 19 września Rotmistrz Szacherski znajdował się na wzgórzu nr 88, aby zanim wyda rozkazy wymarszu pułku w kierunku Warszawy zaznajomił się z terenem (generał Roman Abraham, dowódca Grupy Operacyjnej, w której wchodził skład 7 PSK chciał, aby pułk za zasługi, że bił się najbitniej jako pierwszy wszedł do stolicy). Pierwszy punkt rtm. Szacherski wytycza sobie wzgórze 102, znajdujący się na wschód od Lasek. Pomimo zmęczenia i nieprzespanych od dnia 16 września nocy (19 września) pułk nadal działa sprawnie i szybko, w niecałe 10 minut strzelcy są już gotowi do wymarszu (za wzgórze 88), rotmistrz daje znać a patrole galopem rozsypują się i zniknęły w lesie, za nimi idzie I rzut – harcownikami. Gdy pułk dochodzi 1 km na południe od Sierakowa zaczęły dobiegać strzały z kierunku Izabelina, goniec z prawej straży od rotmistrza Hallera z 6 Pułku Ułanów (przydzielony do 7 PSK) oznajmił, że Izabelin jest już zajęty przez Niemców. Nagle na przedzie rozległy się pojedyncze strzały, wycofujący się patrol czołowy zameldował, że został ostrzelany z Lasek. Jednocześnie goniec z ubezpieczenia lewego skrzydła nadjechał z meldunkiem, że 14 Pułk Ułanów Jazłowieckich szarżował na Niemców w Wólce Węglowej i przedarł się do Warszawy. W trudnej sytuacji rotmistrz daje rozkaz do spieszenia pułku i natarcia na wieś Laski. Gdy 2 szwadron (przed zranieniem płk S. Królickiego rotmistrz Szacherski dowodzi min) zbliżył się na około 300 metrów od Lasek uderzył na niego ogień broni maszynowej z czoła i z prawej strony, dowódca szwadronu rotmistrz S. Jankowski poderwał pluton do przeskoku naprzód. Tymczasem na drodze marszu (zdjecie) pojawiły się dwa czołgi niemieckie, które otworzyły ogień do strzelców. Szacherski podskoczył do działek przeciwpancernych i pomógł obsłudze działa ppanc. w odprzodkowaniu działa, obsługa oddała kilka strzałów na te czołgi, jeden zostaje trafiony a drugi wycofuje się. Również 1 szwadron dostaje się pod ogień nieprzyjaciela, który sprowadzał posiłki z Wólki Węglowej, co stwarzało 7 PSK niekorzystną sytuację. Czołgi co chwila nękały oba szwadrony, ale działka ich nawiązały walkę z mini, tak że kilka z nich zostało unieruchomionych a dwa stanęły w płomieniach. Mimo piekielnej wrzawy walki pierwszy i drugi szwadron powoli posuwał się do walki na przód. Niemcy rzucali do walki o Laski coraz to nowe oddziały, czołgi wychodziły ze wszystkich stron, ale ogień z działa skutecznie je podtrzymywał tak, że znowu trzy czołgi zapaliły się na duktach. Pułk natkną się pod Laskami na ogromną przewagę ogniową spieraną coraz to nowymi posiłkami, wszystkie wyjścia z lasu i wszystkie okoliczne miejscowości zostały obsadzone już przez nieprzyjaciela, chociaż jest dziewiętnasty dzień napaści Niemców na Polskę. Znów działa i rusznice przeciwpancerne pierwszego szwadronu unieruchomiły dwa czołgi, które wyszły z Lasek i skierowały się na wzgórze 88. Walka toczyła się na odległość od 100 do 200 metrów, tak że ogień był skuteczny padali zabici i ranni. Na rozkaz dowódcy Wielkopolskiej Brygady Kawalerii płk Ignacego Kowalczewskiego, który dołączył wraz z częścią 17 Pułku Ułanów i kompanią piechoty, strzelcy mieli nacierać tyralierą po obu stronach drogi w kierunku na Laski. Rotmistrz wraz ze swoim szwadronem (2 szwadron) nacierał na jednej części drogi a pozostali na drugiej. Atak się nie udał –załamuje się na drugiej części drogi, następuje odwrót w kierunku Sierakowa ( podczas odwroty i próby skomunikowania się z płk. Kowalczewskim rtm. Szacherski zostaje ranny w nogę – na ją strzaskaną, z pod lasu ratuje go strzelec Stanisław Grzechowiak z szwadronu ckm, który wyciąga go do lasu i przyprowadza pomoc). Po odwrocie pułk wraz z rannym dowódcą znajdują się na pozycjach wyjściowych przed atakiem na wieś Laski – na skaju Sierakowa (straty poniesione przez 7 PSK w tej walce 10 % stanu szeregowych [w tym ranni i polegli] oraz 10 procent stanu koni w pułku)”.

Odwiedziliśmy także Zakład dla Niewidomych w Laskach oraz znajdujący się na jego terenie kościół. Spotkaliśmy się tam z dziećmi i ich opiekunami, którzy po „obejrzeniu” naszych koni i oporządzenia pożegnały nas. My ruszyliśmy dalej w drogę przez górę Ojca do obelisku upamiętniającym szarżę 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich pod Wólką Węglową. (Zdjęcie – Przy Kamieniu Ułanów Jazłowieckich) Szarża otworzyła oddziałom znajdujących się w Puszczy drogę do Warszawy. Obok pomnika znajduje się mogiła nieznanego żołnierza polskiego. Kierując się w stronę Truskawia ruszyliśmy drogą leśną im 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich, gdzie zostaliśmy ostrzelani petardami przez naszego kolegę. Przez Sieraków dotarliśmy do Truskawia.

W nocy z 18 na 19 września 1939 Grupa Operacyjna (dow. Generał. R. Abraham), w której wchodziła w skład 7 Pułk Strzelców Konnych, wyruszyła z okolic Łosiej Wólki dwoma drogami przebiegającymi równolegle w bliskiej odległości i łączącymi się w Sierakowie. Dziewiąty pułk ułanów oraz siedemnasty pułk ułanów wyruszył drogą przez Pociechę a 7 Pułk Strzelców Konnych Wielkopolskich oraz 14 i 6 Pułk Ułanów duktem leśnym (powodem było to, że w razie ataku npl-a mogły przyjść z pomocą). Jako pierwszy do Sierakowa wszedł 17 P.Uł., którego szwadron straży przedniej wjechał do wsi, gdy czoło tego pułku dochodził do zachodniego skraju wsi, został ostrzelany przez niemieckie karabiny maszynowe. Rotmistrz Szacherski dostał rozkaz od gen. Abrahama o spieszeniu swojego pułku i o natarciu na nieprzyjaciela po lewej stronie drogi na Sieraków. Siódmy pułk strzelców konnych stał w tym czasie około 300 metrów od wsi, pierwszy i drugi szwadron przygotowywał się do natarcia (rozkaz ‘bagnet na broń i zapalniki do granatów’) a w obwodzie był 3 i 4 szwadron. Wykorzystując jako osłonę pierwsze zabudowania strzelcy weszli do Sierakowa, na prawo od nich nacierał 9 Pułk Ułanów (mapka) i granatami łamią opór Niemców, wyrzucają ich ze wsi i o świcie docierają do jej wschodniej części. Pułk podczas tego nocnego natarcia nie ponosi żadnych strat. W dniu 19 września o godzinie 7.00 Niemcy zaczęli ostrzeliwać Sieraków i na drodze z Truskawia do Sierakowa zauważono wychodzące do ataku czołgi (zdjęcie). Rotmistrz wydał rozkaz zajęcia piaszczystego wzgórza, które wrzynało się w pole w kierunku wsi Truskaw oraz wciągnięcia na nią artylerii, działka przeciwpancernego Bofors wz. 36 oraz ckm–y na taczankach, przy których pomagali nawet strzelcy z szwadronów liniowych (pomagali też w dostarczeniu amunicji do działek w czasie walki). W słoneczny piękny dzień przy wspaniałej widoczności rozpoczęła się kanonada ognia. W odległości 800 metrów roiło się od czołgów, Szacherski naliczył ich co najmniej z 30 sztuk. Ogień baterii 7 PSK wsparła również wkrótce 2 bateria 7 Dywizjonu Artylerii Konnej, która zajęła pozycje na północ od Sierakowa. Ogień nieprzyjaciela skupił się na początku na wzgórzu zajętym przez siódmy pułk. W wyniku ostrzału pułk doznał straty w ludziach, sprzęcie i koniach. Pomimo tego dzięki bohaterskiej postawie strzelców pułk prowadził skuteczny ostrzał czołgów. O godzinie dziesiątej natarcie niemieckie ostatecznie się załamuje, zaczyna się cofać z ciężkimi stratami (ponad 20 rozbitych czołgów). Pułk Strzelców Konnych poniósł tym razem straty: 14 żołnierzy zabitych (w tym 1 oficer i 2 podoficerów) oraz 42 rannych strzelców. Pułk traci 30 koni.

Wracajmy jednak do rajdu. Niestety tego dnia z powodów osobistych musiał nas opuścić ułan Darek. Wyruszyliśmy w dalszą drogę w głąb puszczy. Już w 5-cio osobowej grupie skierowaliśmy się do miejscowości Wiersze. Szliśmy drogą truskawską poprzez Zaborów Leśny. Przy Mogile Powstańców 1863 roku odbiliśmy w stronę Wiersz. Cmentarz partyzancki w Wierszach minęliśmy kiedy już szarzało. Zaczęliśmy powoli szukać noclegu. W związku z tym wysłano patrol składający się z dwóch ułanów (Andrzej Grochowski oraz Kuba Feluch), aby zasięgnęli języka, gdzie można zanocować z końmi (nocleg najlepiej z schronieniem dla koni oraz z sianem). Dowiedzieliśmy się od nich, że niedaleko znajduje się posiadłość, w której jest stajnia i gdzie moglibyśmy spędzić noc z 11 na 12 września 2007 roku. Okazało się, że jest to ośrodek jeździecki. Znajdowały się tam stanowiska na 15 koni, hala oraz tereny dla koni wraz z specjalnie przygotowanym torem dla WKKW na którym właściciele domu, miłośnicy koni, startowali w licznych zawodach jeździeckich. Właściciele domu zgodzili się na to, abyśmy mogli zanocować jedną noc. Nasze konie miały bardzo dobre warunki. Mogły wypocząć w boksach (zdjęcie), które zostały udostępnione specjalnie dla nas. I tak skończył się dla nas drugi dzień rajdu (mapka 1, 2, 3).

Trzeci dzień rozpoczął się od wiadomości, że dołączy do nas Grzesiek Turek. W związku z tym Andrzej Gmochowski musiał wrócić do domu po swojego konia Dragona do Truskawia. W tym pomogli mam koledzy z GRH „Kampinos”, który podwieźli go samochodem do Truskawia i umożliwili mu dołączenie do nas po południu. W tym czasie wynikła też inna sytuacja. Koń Kuby o imieniu Obelisk zaczął stawiać wysoko tylnie nogi. Z przeprowadzonej obserwacji wynikało, że mógł on mieć lekki ochwat lub się lekko odbić. Po przeprowadzonej naradzie doszliśmy do wniosku, że Dragon pójdzie dalej w drogę, ale będzie prowadzony w ręku a o jego dalszym losie (dalszy rajd lub odwiezienie do stajni) zadecyduje droga oraz ejgo kondycja w następnym dniu. Ruszyliśmy dalej w sześć koni. Obeliks prowadzony był w stępie przez Kubę, który siedział na Plotynie, kierując się w stronę Roztoki. W Budachi Kościańskich, gdzie miał oczekiwać na nas Grzesiek, mogliśmy przekroczyć przez most Kanał Zaborowski (zaznaczone na mapce nr 4). W Roztoce po krótkim odpoczynku ruszyliśmy zielonym szlakiem, zostawiając Kanał Zaborowski po prawej stronie, w drogę do Górek. Poprzez Babską Górkę i zielone knieje Puszczy Kampinoskiej dotarliśmy do Sosny Powstańców (mapka 5) rosnącej na skraju miejscowości Górki. Część z nas zrobiła sobie odpoczynek, a pozostali pojechali zaciągnąć języka o miejscu nocowania. W tym dniu zanocowaliśmy u gospodarza w Cisowym. Konie stały w stodole wypełnionej po brzegi sianem. Mogły się najeść do syta. Niektóre z koni przez noc wyjadły wielkie dziury w tym sianie, co ilustruje zdjęcie (patrz nad szyją konia). A my zabraliśmy się za rozdzielone już wcześniej zadania: ja – rozpalić ognisko i przygotować stanowisko na kociołek, Andrzej Dudziec przygotowywał kolacje, Grzesiek zbierał paliwo do ognia. Kuba miał specjalne zadanie. Musiał zając się swoim koniem: natrzeć mu zad wodą ognistą i zrobić okłady na kopyta. Wieczorem po wyśmienitej kolacji, zrobionej przez Andrzeja, wystawiając godzinne warty mogliśmy spokojnie odpocząć po trudach dwóch dni rajdu. Mapki dnia 3, 4, 5, 6. Zdjęcie. Obeliks podczas odpoczynku po marszu.Zdjecie. Czas oczekiwania na kolacje przygotowaną przez Andrzeja Dudźca.

Siódmy pułk strzelców konnych wielkopolskich w dniu 16 września 1939 maszerował z Brochowa przez Myszory – Farmułki Królewskie i Krzywą Górę (tak jak my z Cisowego do Brochowa, tylko w drugą stronę). Przed nimi szedł w szpicy 17 Pułk Ułanów, którzy zostali ostrzelani przez Niemców, 17 –stka wpadła w zasadzkę, która nastąpiła na północ od gajówki Dębowskie (skrzyżowanie drogi Krzywa Góra – Stara Dąbrowa z torem leśnej kolejki). Ułani spieszyli się. Wywiązała się walka z nieprzyjacielem. Strzelcy konni, którzy szli lasem, dostali się pod bombardowanie niemieckie. Pojawiające się w kilku nawrotach samoloty (ściągnięte pewnie przez 17 Pułk Ułanów) zrzuciły na pułk około 30 bomb. Pułkownik Królicki po porozumieniu się z ułanami wydał rozkaz, aby dwa szwadrony wspomogły atak ułanów, kierując się na przełaj na prawo od drogi, na skrzydło nieprzyjaciela zajmującego gajówkę. Do tego zadania wyznaczony był 3 i 4 szwadron wraz plutonem ckm. Pospiesznie podjechali oni 2 km w kierunku wschodnim. Oddział, przedzierając się przez podmokły las, zaskoczył Niemców od południowego zachodu i mimo silnego ognia wraz z 17 pułkiem zajął gajówkę Dębowskie (zdjęcie). Porucznik Groniowski, który dowodził poprzednim atakiem, postanowił zająć otaczający gajówkę las aż do odległego o około 600 metrów mokrego rowu, który stanowił dogodną obronę przed nieprzyjacielem. Wobec tego przez łącze telefoniczne poprosił o akceptację płk Królickiego oraz o posiłki (działał w tych rejonach batalion Wermachtu). Porucznik otrzymał akceptację dowódcy i szwadron kolarzy. Oddział podjął ruch na południe w kierunku Zamościa. Drogą do Zamościa i po lewej stronie drogi posuwał się 3 szwadron. W lesie po prawej szwadron kolarzy. W drugim rzucie szedł 4 szwadron i pluton ckm.

Pluton kolarzy zaskoczył Niemców. Najpierw obrzucił ich granatami, a następnie uderzył na nich z bagnetami. Walka rozegrała się w szybkim tempie, za uciekającymi Niemcami rzucono granaty. Niemcy zaczęli ostrzeliwać drogę i całą linię natarcia. Pod ogniem cztery ckm zajęły stanowiska ogniowe na drodze. W czasie, kiedy toczyła się walka ogniowa, 3 szwadron i kolarze posuwali się lasem do przodu i wtem napotkali Niemców. Nawiązała się walka, niebawem nieprzyjaciel wycofał się, ale gęsta biała mgła uniemożliwiła pościg – 7 PSK osiągnęła zamierzony cel (mokry rów). Walka ustał tylko nadal artyleria niemiecka biła na gajówkę i na drogę do Zamościa. Na rozkaz generała Abrahama 1 szwadron z drużyną ckm i działkiem ppanc. wysunął się na czoło kolumny przed 17 P.Uł i rozpoczął marsz w kierunku wsi Stara Dąbrowa. Patrol bojowy został ostrzelany przez Niemców z północnego skraju rozłożystej wsi Górki. Szwadron spieszył się i rozpoczął natarcie na opanowaną przez Niemców wieś. Już w początkowej fazie walki Polacy zadali Niemcom duże straty. Niemcy, którzy – chcąc odbić wieś – szykowali się do natarcia i podali na nią silny ogień artylerii, szwadron musiał się zatrzymać. Gdy tylko mgła opadła, Niemcy tyralierą zaczęli atakować wieś, ale bateria 7 Dak-u powstrzymała atak i wieś Górki zajął 1 szwadron. W tym samym czasie generał nakazał reszcie strzelców natrzeć na Zamość, pułk natychmiast wyruszył do gajówki Dębowskie oraz bateria 7 PSK zajęła pozycję na polanie przy gajówce. Pułk spieszył się do walki o Zamość w czasie, gdy płk Królicki i adiutant rotmistrz Zbigniew Szacherski zapoznawali się z ukształtowaniem terenu na mapie. Pozycja nieprzyjaciela oparta była na wzgórzu nr 82 (widoczne były z wiej wszystkie okoliczne wsie) i zdobycie jej przez Polaków mogło zabezpieczyć kolumnę przez atakami niemieckimi. Natarcie na te wzgórze rozpoczęło się od rozkazu „bagnet na broń, założyć zapalniki do granatów”, przebyli około 300 metrów od rowu padły pierwsze strzały. Szwadron marszowy i 2 szwadron natychmiast rzucili się w stronę Niemców, który zaczął się cofać, podchodząc do wzgórza 82 na odległość 200 m został ostrzelany ze wzgórza. Szwadrony zajęli stanowiska w lesie a ciężkie karabiny maszynowe rozpoczęły ogień na wzgórze. Dołączyła się do tego nasza artyleria, ale nie zdołali wypędzić z niej Niemców. Dopiero zmasowany ogień wszystkich rodzajów broni zmusił Niemców do wycofania się. Po zajęciu Polacy zaczęli ostrzeliwać Niemców, ale oni tez położyli na wzgórze nr.82 gwałtowny ogień. Pułkownik Królicki, chcąc być przy swoich żołnierzach i mieć kontrolę na przebiegiem dalszej bitwy przybył na wzgórze, gdzie wymiana ogniowa trwała nadal. Natarcie na wieś Zamość wzdłuż drogi było niemożliwe ze względu na otwarty teren i niemożność zaskoczenia Niemców. Należało nacierać lasem po prawej stronie drogi. Po krótkiej wymianie ognia z ubezpieczeniem niemieckim udało się zdobyć gajówkę, która była najbliżej wysuniętym domem we wsi. Niemcy rozpoczęli atak w sile dwóch batalionów wermachtu, z tego względu strzelcy musieli się wycofać na wzgórze nr.82 i dzięki pomocy 7-go dak-u zatrzymali natarcie. Niemcy atakowali i jednocześnie ostrzeliwali z dział oraz moździerzu wzgórze. Płk. Królicki, chcąc skontaktować się z dowódcą Grupy Operacyjnej gen. Abrahamem, podszedł do taczanki z radiem, aby zameldować, że jest ciężko i że postarają się utrzymać wzgórze do zmroku – do czasu przejścia całej Grypy Operacyjnej. Podczas rozmowy padł pocisk z moździerza blisko tej taczank,i raniąc ciężko pułkownika w plecy. Dowództwo nad pułkiem przejął na rozkaz pułkownika rotmistrz Szacherski a rannego pułkownika taczanką odwieziono do szpitala polowego, który znajdował się w Modlinie. Pułkownik zmarł tam w dniu 28 września w wyniku poniesionych ran. Płk Królicki jeszcze zdążył powiedzieć: Panu przekazuję dowództwo pułku. Niech pan podziękuje żołnierzom w moim imieniu za ich ofiarność bohaterstwo. I niech pan oszczędza ludzi, przecież to jeszcze dzieci, po czy podał jeszcze rękę na pożegnanie. Siódmy pułk strzelców konnych po ciężkich bojach wycofał się z wzgórza wieczorem i o godzinie 20-stej pozostawił na nim wielu zabitych Niemców. Około godziny 21 dołączył do niego 1-wszy szwadron spod Górek. Straty pułku spod Zamościa 7 oficerów i 16 strzelców konnych.

Czwarty dzień rajdu, a mianowicie środa, wyruszyliśmy już wszyscy wierzchem w stronę kanału Łasica (zdjęcie). Przez Rzepową Górę skierowaliśmy się wzdłuż tego kanału, który po około 2 km, niestety okazał się nie do przejścia. Powodem tego były duże trawy i zarośla oraz powalone drzewa (spowodowane było to dużymi w tym roku opadami oraz działaniem przyrody i bobrów – zdjęcie) tak, więc musieliśmy wrócić do Rzepowej Góry i poszukać innej drogi do Brochowa. Trasa ta wiodła przez przepiękne tereny puszczy. Przez większą część czasu szliśmy szlakiem, spotykając po drodze okopy z czasów walk z 1939 roku, mogiły bezimiennych żołnierzy polskich oraz zadziwiające pomniki przyrody jak np. dąb Kobendzy. (zdjęcie i zdjecie). Przez Krzywą Górę dotarliśmy do wsi Farmułki Królewskie, gdzie zrobiliśmy krótki odpoczynek. Napoiliśmy konie u sołtysa oraz dowiedzieliśmy się, jak najlepiej dostać się do Brochowa (poszukując szlaku nie wiodącego asfaltem a przez drogę piaszczystą a wręcz przez drogi leśne). Mijając po lewej stronie Górę Kapturową i przecinając nieczynne już w tym miejscu tory kolei wąskotorowej doszliśmy do wsi Wilcze Tułowskie. W ten sposób zbliżaliśmy się już do miejsca przeznaczenia (Brochowa). Idąc wzdłuż torów kolejki wąskotorowej, a potem już asfaltem obok ośrodka PTTK i przechodząc most nad kanałem Łasica, doszliśmy do Tułowic. Starając się wybierać drogi piaszczyste, pozbawione asfaltu często idąc polami (niestety podczas takiego marszu „moja” kara zgubiła jedną podkowę) doszliśmy do Brochowa (w czasie rozpoznania terenu Andrzej na Dragonie wszedł w podmokłą łąkę, gdzie jego koń miał trudności z wyjściem także musiał z niego zejść, ale udało się). Nocleg mięliśmy koło Szkoły Podstawowej w Brochowie. Były też przygotowane wcześniej przez organizatora rekonstrukcji „Bzury 2007” stanowiskach dla koni, gdzie były już kostki siana oraz słomy i zadaszenie. Kuba, mając już trochę doświadczenia w rozkuwaniu koni, za pomocą narzędzi (min. młotek, przebijak) pożyczonych od mieszkańca Brochowa rozkuł drugą nogę „mojego” konia. (zdjęcie)
Po napojeniu koni i nakarmieniu ich mogliśmy pomyśleć o naszych potrzebach: rozpaleniu ogniska i zjedzeniu kolacji. I tak skończył się czwarty dzień rajdu. Kiedy było ciemno Andrzej Gmochowski i ja poszliśmy zapalić znicze na dwóch tablicach historycznych poświęconym żołnierzom 7 psk oraz 15 Pułku Ułanów, którzy walczyli o Brochów. Z powrotem przeszliśmy przez miejsce niedzielnej rekonstrukcji i dołączyliśmy do pozostałych. Mapa rajdu – części 6, 7, 8, 9, 10.

Piątego dnia (14 września) zaczęliśmy się od przenosin w inne miejsce stacjonowania (zdjęcie) do dworku obok kościoła w Brochowie, gdzie mieliśmy już stacjonować aż do dnia bitwy, czyli do niedzieli. Michał, Grzesiek, Andrzej i ja udaliśmy się na mały wypad w okolicy, aby zobaczyć jeszcze parę miejsc, a Kuba i Andrzej Dudźiec zostali, aby odpocząć i przygotować stanowiska (zarezerwować i wszystko sprawdzić). Po wyjściu z parku koło dworu w Brochowie (teraz tam stacjonujemy) udaliśmy się koło kościoła przez nasze jutrzejsze pole bitwy do przeprawy mostowej na Bzurze, aby przejść na jej drugą stronę . Skierowaliśmy się w stronę Młodzieszyna, jadąc częściowe przez pola i lasy oraz niestety też poboczem ruchliwej drogi krajowej. W Młodzieszynie po krótkim odpoczynku udaliśmy się na cmentarz wojskowy żołnierzy 7 Pułku Strzelców Konnych, aby zapalić znicze na ich grobach. Zdjęcie – Przy tablicy 7-go Pułku Strzelców Konnych. Odwiedziliśmy też miejscowość Mistrzewice, gdzie znajdują się także groby wsławionego w boju o Bzurę siódmego pułku strzelców konnych oraz obrony przeprawy oddziałów polskich w Puszczy Kampinoskiej pod dowództwem płk. Stanisława Królickiego. W czasie powrotu do miejsca stacjonowania mogliśmy zobaczyć już postawione budynki wykonane na potrzeby rekonstrukcji Bzura 2007. Podczas oglądania próbowaliśmy nawet przejść konno przez malutki budynek (wartownię). Niektórym udało się zmieścić (nawet mnie). Po południu wróciliśmy do naszych, a już wieczorem powoli przyjeżdżali do nas pozostali członkowie naszego stowarzyszenia i mogliśmy przy ognisku pośpiewać i powspominać miniony czas rajdu. I tak skończył się piąty dzień rajdu a zaczęła się wielka akcja przygotowania na Bzurę 2007, ale to inna historia. Pragnę też powiedzieć, że 7 Pułk Strzelców Konnych był jednym z najdzielniejszych pułków podczas września. Jako jedyni weszli do Warszawy z jeszcze jednym działkiem przeciwpancernym (działko zostało odnalezione i naprawione podczas przeprawy na Bzurze – pozostawione przez inne oddziały) oraz każdy strzelec wniósł do stolicy Polski po dwa karabiny. Pozdrawiam uczestników rajdu i Bzury 2007. Do zobaczenia za rok. Jeśli czas pozwoli za rok znów chętnie wybiorę się na rajd oraz na Bzurę 2008.

Maciej Sekuła.

PS. Pragnę podziękować uczestnikom Rajdu i Bzury za okazaną mi pomoc oraz innym (Michałowi i Andrzejowi) i za wspaniały czas spędzony z Wami. Specjalne podziękowania dla Michała Wrońskiego (za przygotowanie rajdu i dopięcie wszystkiego), Kuby (za grę na gitarze oraz rozkucie konia), Andrzejowi Gmochowskiemu (za wspaniałe przyjęcie nas w Truskawiu i zorganizowanie spotkań i za historię 7 PSK), Andrzejowi Dudźcowi (za przygotowanie nam paru pysznych posiłków i załatwieniu konia dla Kuby). I niech żałują ci, którzy nie byli na rajdzie i niech zielone knieje Puszczy Kampinoskiej opowiedzą wam, co się działo na rajdzie i podczas polskiego września 1939 roku.