Rajd Majowy 2011Lasy Spalskie

Od dłuższego czasu planowany przez nas rajd, z różnych powodów był przekładany z dnia na dzień. W końcu wyznaczyliśmy termin na dni od 29 kwietnia do 1 maja. Wcześniej zaplanowaliśmy trasę z Rawy Mazowieckiej w kierunku Anielina, do Szańca Hubala. Start z Rawy Mazowieckiej wybraliśmy z prostego powodu – brak odpowiednich dróg do marszu konnego z Warszawy (już raz to przetestowaliśmy). Wybraliśmy się w cztery osoby, jak to przystało, w pełnym umundurowaniu, tak, aby sprawdzić siebie i poczuć choć cząstkę kawaleryjskiego trudu.
Rajd rozpoczął się przetransportowaniem koni z Podkowy Leśnej do stajni Pukinin (dziękujemy za gościnę). Zgodnie z planem wyruszyliśmy z Rawy Mazowieckiej w dniu 29 kwietnia. W tym dniu chcieliśmy dotrzeć do miejscowości Gaj – gdzie mieliśmy swoja bazę – przed nami był około 40km marszu. Pogoda od rana nam dopisywała, ale już po popołudniowym popasie porządnie nas zmoczył deszcz. Korzystając z gościnności gospodarza udało nam się schronić w stodole. W trakcie dalszego marszu wysuszyliśmy się (jak to dobrze mieć drelichy). Drogi wybieraliśmy piaszczyste, często prowadząc konie w ręku. Późnym popołudniem dotarliśmy do Gaju. Konie pasły się na łące, skubiąc dopiero co wyrosłą, wiosenną trawę, a my korzystając z przerwy, udaliśmy się przygotować stanowiska oraz przygotować coś do zjedzenia. Mieliśmy również czas na zaplanowanie jutrzejszej marszruty, czyli zorientowanie na mapie dróg i mostu przez Pilicę do Anielina. W sobotę, wcześnie rano, wyruszyliśmy z Gaju. Najpierw jechaliśmy przez Lasy Spalskie, później do wsi Mysiakowie, gdzie znajduje się most na Pilicy. Z Mysiakowca jechaliśmy lasami do Studziennej, gdzie mieliśmy zaplanowany nocleg. W trakcie marszu dwa razy natknęliśmy się na podmokły teren, który musieliśmy okrążać, przez co straciliśmy trochę czasu. Po południu zatrzymaliśmy się na popas w miejscu, gdzie przed wojną stał drewniany most na rzece. Dochodziła do niego brukowana droga a podczas Kampanii Wrześniowej szły tędy polskie wojska. Dookoła był podmokły teren.
Niedziela była naszym ostatnim dniem rajdu. Tym razem postanowiliśmy wrócić z Studziannej do Gaju, prawie tą samą trasą, zahaczając po drodze o Szaniec Hubala w Anielinie. Po południu byliśmy już w Gaju, dając odpocząć naszym koniom. Powoli szykowaliśmy się do powrotu do naszych domów, przyrzekając sobie w duchu, że za rok, a może i wcześniej znowu gdzieś wyruszymy. Może znowu w to samo miejsce…